wtorek, 3 czerwca 2014

„Tyrmand z aparatem”


Jak często spełniasz swoje marzenia, realizujesz obrane cele i robisz to, co pozwala ci na rozwijanie własnych zainteresowań? Ja staram się robić to jak najczęściej. Ostatni poniedziałek był jednym z dni, który długo zostanie w mojej pamięci.  Otóż wybrałam się na spotkanie z Mikołajem Komarem, redaktorem naczelnym magazynu K MAG. Dyskusja o polskiej prasie lifestylowej odbyła się w jednym z budynków Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.



Niestety człowiek bardzo często ocenia różne sytuacje z góry i nie wiedząc co go spotka, przewiduje – często bezpodstawnie. Przypuszczam, że nie tylko ja obawiałam się, że pan Komar może okazać się, jak większość osób z tego świata, arogancki czy zarozumiały. Niestety, ale w polskich mediach osoby ze świecznika, przedstawiane są jako zblazowane „gwiazdeczki”. Jednak  w przypadku pana Komara okazało się to bardzo niesłusznym założeniem, za które mi cholernie głupio, że na nie w ogóle wpadłam i przepraszam. Fotograf okazał się kompletnie luźnym i zabawnym facetem, któremu mimo wielu osiągnięć, nie odbiła soda do głowy.


Na początku został przedstawiony bardzo profesjonalnie przez przygotowane prowadzące, jednak momentalnie zszedł z pompatycznego wstępu i powiedział wszystkim zebranym luźne „cześć” z szerokim uśmiechem na twarzy. Co bardzo mi się spodobało, to jego rozmowność. Prowadzące zadawały pytania, na które otrzymywaliśmy bardzo treściwe, długie i konkretne, konsekwentne odpowiedzi. Wiele zapraszanych gwiazd zachowuje spory dystans. W przypadku pana Mikołaja było zupełnie inaczej.




Po przeprowadzonym wykładzie moja koleżanka Kasia (klik) , która zajmuje się fotografią, którą znacie z naszej współpracy m.in. na blogu, podeszłą do niego i zapytała czy mógłby ocenić zdjęcia jej autorstwa. Bez problemu, z uśmiechem na twarzy i szczerym zainteresowaniem odpowiedział „jasne, pokazuj”. Kasia wyłożyła kilka zdjęć na biurko, po czym usłyszała kilka cennych rad, sugestii i pochwał. Mężczyzna był wyraźnie zainteresowany, wyłapując to lepsze zdjęcia, które komentował i oceniał. Jeszcze przed Kasią podeszła do niego dziewczyna, która wcześniej, zadając pytanie podczas wykładu, przyznała że czyta K MAG od samego początku i jest nim zafascynowana. Gość wymienił się z nią wizytówkami i podziękował za komplementy w stronę magazynu.



Mówi o sobie, że bardzo szybko się denerwuje, jest bardzo wymagający i jest narcyzem. Wydaje mi się, że pierwsze dwie cechy są prawdziwe i bardzo przydatne na stanowisku, które pełni, jednak myślę, że nikt z zebranych na sali nie zauważył ani krzty narcyzmu.

Z treści stricte merytorycznej wykładu zapamiętałam, że zdaniem Komara słowo „lifestyle” uległo dużej zmianie i zostało bardzo zniszczone w ostatnich latach. Powinno kojarzyć się z kreowaniem, badaniem i promowaniem określonego stylu życia. Nieważne czy to muzyka, filmy, książki czy perfumy.

Naczelny wspomniał o Monice Zawadzkiej, artystce wizualnej, która w latach 2008-2010 była dyrektorem artystycznym magazynu, i której wiele zawdzięcza będąc równocześnie fanem jej twórczości.  

Nie każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach gazety nie żyją ze sprzedaży tylko z reklam. Kwoty osiągane ze sprzedaży rzadko pokrywają cały koszt produkcji i druku nakładu. Właśnie dlatego reklamy są głównym źródłem dochodowym.




Komar przywiózł z sobą kilka ciekawych magazynów, by pokazać nam te warte polecenia. Niektóre niestety już nie istnieją. Niektórych z nich był twórcą, autorem, współzałożycielem lub po prostu fanem. Przywiózł m.in.: The Face, i-D, Fluid, Issue, A4. K MAG, DosDedos.

Gdy został spytany o spostrzeżenia dotyczące ewolucji prasy drukowanej, zwrócił uwagę, że najprawdopodobniej już niedługo zginą z rynku dzienniki i tygodniki. Miesięczniki natomiast zawsze pozostaną, gdyż wiążą się z luksusem, czymś prestiżowym i bardzo komfortowym. Przytoczył pewien cytat, wypowiedź, która była wyraźnym argumentem w stronę miesięczników. Otóż nie czytamy w kawiarni, przy filiżance kawy informacji z laptopa, tylko z magazynu, którego tytuł jest widoczny przez osoby dookoła nas. Jest to pewna identyfikacja. Kiedy odwiedzają nas znajomi, nie zwracają uwagi na to, co znajduje się na ekranie naszego monitora, tylko na okładki magazynów, gazet, które akurat przeglądaliśmy i „przypadkowo” zostawiliśmy w widocznym miejscu. Dlatego miesięczniki zawsze pozostaną na rynku, a „papier nie zginie”.

Rady dla grafików od Komara? W dzisiejszych czasach okładki musza być krzykliwe, by zachęcały. Dobrze by były także delikatnie erotyczne, zmysłowe, sensualne. Same magazyny stopniowo będą się uspokajać, w odróżnieniu do ich okładek.



Jak w skrócie robi się magazyn? Koncept, ekipa, badania, sondaże, działanie!
Mimo, że miałam już styczność z magazynem Komara, nie wiedziałam, że jego nazwa związana jest strice z samym redaktorem. K MAG to skrót od Komar Magazine.

Podoba mi się, że na stronie K MAG-u można publikować swoje prace, zdjęcia czy teksty w dziale „wasze prace”. Wyróżnieni mają tą przyjemność, że ich prace publikowane są w magazynie. Świetna integracja z czytelnikami!

Mężczyzna przyznał, że nienawidzi krytyki od osób, które same nic nie robią i „hejtują”. Najczęściej robią to ludzie, którzy sami nic nie osiągnęli i siedzą na swoich tyłkach w domach przed komputerem.

Myślę, że to otwartość i dobroć Komara pozwoliła być mu tak gdzie jest. Facet nigdy nie zapomniał o tym jak sam zaczynał. Przez to docenia młodych ludzi i daje im szansę. Wspomniał, że magazyn jest bardzo otwarty na nowych stażystów i nierzadko najlepsi z nich, zostają w nim na dłużej.

Cechy dobrego stażysty? Jaki powinien być? Pełen pokory, powinien umieć (i lubić) myśleć, być zaangażowany i chętny.




Jestem niezmiernie zaskoczona, że naczelny tak wspaniałego i dalekosiężnego magazynu jest tak naprawdę luźnym, normalnym facetem, który mimo, że jest od nas - studentów trochę starszy, nadaje na tych samych falach i przede wszystkich chce to robić. Nie czuć od niego sztucznej uprzejmości, tylko prawdziwy, ciepły charakter (cokolwiek to znaczy), którym wygrywa to, gdzie obecnie jest. Mimo wyżej wspominanego narcyzmu, zawziętości i wymagania, myślę, że jest całkiem wyluzowanym człowiekiem. A cechy którymi się opisuje, pozwalają mu na profesjonalne wykonywanie swojej pracy.

Pewnie zastanawiacie się skąd taki nietypowy tytuł mojego felietonu. Otóż wiąże się z tym pewna anegdotka. Komar wspomniał, że ktoś, kiedyś nazwał go w ten sposób. Niestety nie pamiętam kto (przepraszam). Był to dla niego ktoś ważny, a oprócz tego Komar uznał to za największy komplement, jaki usłyszał na swój temat. Przyznam, że początkowo nie wiedziałam jak go rozumieć. Po szybkim researchu (polecam) , wszystko zrozumiałam. Popieram, podaję dalej, polecam. Mikołaj Komar to „Tyrmand z aparatem”.

Dziękuję za kolejny dzień pełen motywacji i przemyśleń. To był kolejny krok do przodu. Kiedyś będę dalej ;-)


K jak Komar.
K jak konkretny.
K jak kompetentny.
K jak kreatywny. 

K jak poKOCHAŁAM K MAG.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz