piątek, 28 lutego 2014

Czym jest miłość? "Ona" odpowie...



  
Zakochany Theodore, screenshot filmu "Her".


    Kolejną inspiracją do wpisu na moim blogu został film "Her". Tym razem wiele przemyśleń, znaków zapytania i dalszy ciąg rozważań. Recenzja jest dla osób, które obejrzały już to fantastyczne kino i moim własnym spełnieniem, gdyż czuję, że nie mogę tego zostawić bez moich przemyśleń, po prostu. Osoby, które nie miały jeszcze tej przyjemności, serdecznie zapraszam. Polecam całym sercem. Nie czekajcie...
________________________________________________________________________

Opis z Filmweb.pl : 
Niezwykła historia miłosna, samotny pisarz - Theodore (Joaquin Phoenix) kupuje nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Między nim, a jego systemem operacyjnym rozwija się romans... Ta nieprawdopodobna opowieść pokazuje jak wielki wpływ może mieć na nas nowoczesna technologia.

________________________________________________________________________

   Film rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Nowinki technologiczne są na porządku dziennym. Uwiódł mnie powrót do mody sprzed kilku dekad. Męskie spodnie i koszule przypominają mi o stylizacjach naszych rodziców, czy dziadków z ich wczesnej młodości.


   Wszystko zostało dopracowane w każdym detalu. Program do pisania listów w pracy Theo - coś genialnego. Sama chciałabym pracować na czymś podobnym. Słuchawka douszna oraz małe urządzenie, w którym zamontowana jest kamera i ekran - świetne. Sama chciałabym wypróbować kilka z tych urządzeń. Ciekawi mnie, czy dożyję podobnych czasów. Mam jednak nadzieję, że nie powstanie podobny system operacyjny, gdyż uważam go za niebezpieczeństwo dla ludzkości. Obserwując zachowanie i reakcje Theo na polecenia systemu operacyjnego pozbawionego uczuć, emocji, były dla mnie przerażające. Powoli dążymy do czasów, gdzie komputery, maszyny, czy roboty są na tyle genialne, że trudno się do nich nie przyzwyczaić, czy się w nich zakochać. Dobór żeńskiego głosu oraz wyspecjalizowany kod, umożliwiający dostosowanie się systemu do każdej jednostki korzystającej z oprogramowania, jest dla mnie swoistą Eureką!, ale też przerażającym końcem człowieka.
   Z jednej strony film urzekł mnie, gdy można było zauważyć świetną rolę Phoenixa, kiedy grał zakochanego człowieka. Pokazywał to rewelacyjnie, jednak później myślałam "chwila, przecież on rozmawia tylko z komputerem"...Sama łapałam się na tym, że wierzyłam w to, że tak bardzo łatwo uwierzyć, że to nie maszyna, tylko człowiek po drugiej stronie. Kompletnym zaskoczeniem i wręcz obrzydzeniem było dla mnie, gdy główny bohater pokusił się na wykorzystanie osoby trzeciej, a właściwie jej ciała, by zbliżyć się do Samanthy (takie imię przybrał system operacyjny). Kiedy pomyślałam, że ludzie mogliby tak kiedyś robić...coś odrażającego. 
   Theo to nizły kawał romantyka. Bardzo podobał mi się jego sposób myślenia, reakcje i odpowiedzi do innych ludzi, czy Samanthy. Jednak zdaje sobie sprawę, że jako pisarz, każde słowo wypowiadał przemyślanie. 
   Niesamowita gra aktorska głównego bohatera, ale i głos Scarlett Johansson, która zagrała właśnie Samanthe. Dobór głosu był idealny, jej seksowna chrypka i uroczy śmiech, sprawiały że pisarz i obserwujący film mógł wyobrazić sobie tylko więcej niż czuł i słyszał, bo niestety nie mógł zobaczyć postaci, która słowa wypowiadała, bo takiej postaci niestety nie było. 



   
  Co ciekawe, Theo po rozwodzie próbuje miłości z inną, realną kobietą, jednak ta wydaję się być gorsza i mniej interesująca niż Samantha. Inteligentny mężczyzna nie uporał się z myślą i świadomością, że rozmawia z systemem operacyjnym. Owszem, było widać po nim, że często się zastanawiał i miał różne dylematy, jednak kochał Samanthe mimo tego, że była wyłącznie oprogramowaniem. 
   Dawno, bardzo dawno, nie widziałam tak dobrego filmu pod każdym względem. Żaden z ostatnich nie skłonił mnie do tak głębokich przemyśleń o człowieku, o miłości i życiu. Myślę, że Theo zakochał się w swoim odbiciu. Nie z próżniactwa, czy bycia narcyzem, bo wcale nim nie był. Zupełnie nie o to mi chodzi. Myślę, że jeżeli system operacyjny potrafił idealnie dostosować każdą odpowiedź do użytkownika, wówczas ten słyszał to, co sam by najchętniej chciał sam odpowiedzieć.. Finalnie oprogramowanie było odbiciem jego emocji, przemyśleń i uczuć. Tego z czego wcześniej się zwierzał i opowiadał, a nie reakcją drugiego człowieka. Niestety.


   Mimo, że minęło kilka godzin od obejrzenia filmu, cały czas jestem w szoku. Cały czas myślę i zastanawiam się, jak będzie wyglądał świat za 20-30 lat? Czy będziemy pracowali z podobnymi systemami co Samantha? Wszystko jest takie tajemnicze i przerażające....Do tego pięknie skomponowana muzyka filmowa...Całość GENIALNA!

Polecam i bardzo, bardzo szczerze zachęcam do obejrzenia!



2 komentarze:

  1. Widziałam. Dawno żaden film tak mną nie wstrząsnął. To dobre słowo, bo jest to połączenie nieśmiałego zachwytu z wielkim znakiem zapytania i nieogarnialnością świata przedstawionego. Oglądałam z chłopakiem i nie wiedzieliśmy czy film traktować jako zwykły film SF czy szukać w nim głębi. Jak później o nim rozmawialiśmy to zamęczyliśmy się wzajemne interpretacją tego świata, którego mój mózg zwyczajnie nie ogarniał. Moja percepcja była za słaba. Nie mogłam zrozumiec JAK to możliwe, że NIKOGO nie dziwi, że Theo spotyka się z systemem operacyjnym. Cały czas cisnęło mi się na usta: "facet, to jest komputer! ona nie istnieje!"...

    ...ale film równocześnie miał mgiełkę dziwnego ciepła, jakąś romantyczność i (absurdalne) pokazywał więź emocjonalną, która jest dzisiaj w kinie mało eksponowana, bo zagłuszana obrazami ludzkiego ciała, nagością, seksem.

    Po filmie cieszyłam się, że człowiek jest OGRANICZONY.
    Ze jest tylko tu i tylko teraz. Może nie ma dostępu do wszystkich baz danych świata, nie może natychmiastowo sprawdzać i przyswajać informacji, ale jest tutaj.

    Myślę, że film opowiadał też o tym jak łatwo technika i nowe technologie mogą zawładnąć człowiekiem. Jak nowości rynkowe obezwładniają człowieka, pociągają w jakiś dziwny sposób i odciągają go od prawdziwego życia.

    Muzyka piękna, a film niejednoznaczny. Wymusza myślenie, układanie w głowie i dyskusję. I choć od razu po obejrzeniu byłam w szoku i nie umiałam powiedzieć czy był dobry, czy nie, to teraz - kiedy ochłonęłam - jestem pewna, że warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę, a wręcz muszę się z Tobą zgodzić w 100%. Moim głównym problemem również był fakt, że nikogo nie dziwi, że facet "spotyka się" z systemem operacyjnym. Niewątpliwie możemy bać się o rozwój technologiczny, który z czasem może omamić człowieka i doprowadzić do podobnej sytuacji co u Theo. Mam jednak nadzieję, że wszysty będą mieli trzeźwe umysły i nie pozwolą sobie na podobne poczynania ;) Bardzo dziękuję za Twoją opinię, napędza mnie do kolejnych postów i działań na blogu niczym dynamo ;-) Jesteś katalizatorem mojej pracy, dzięki Lena! Oczywiście niebawem zajrzę i do Ciebie.

      Usuń