sobota, 15 lutego 2014

Wyzwanie piwne? Nie, dziękuję.

   

   
   Nominacje do wyzwania piwnego rozeszły się po sieci niczym wirus. Wzięcie w nim udziału jest prędzej czy później nieuniknione. Wszystko jest kwestią czasu. Jeżeli wirus przedostał się do Twojego miasta, Twoich znajomych, wiedz że lada dzień zostaniesz nominowany.
   Reguły są bardzo proste. Po otrzymaniu nominacji od znajomego, musisz wypić 500 ml złotego trunku, starając się zrobić to jak najszybciej i na „jeden raz”, bez przerw. Ceremonię wypicia całego piwa musisz nagrać  i wrzucić na Facebooka, bo właśnie tam rozprzestrzeniła się chora zabawa. Oprócz spożycia trunku, musisz wyzwać trzy kolejne osoby, do wykonania tej samej czynności w ciągu doby. Jeżeli nie zrobią tego, muszą za karę kupić Nominującemu „kratę” piwa, czyli 24 butelki.
   Wielu Internautów podchodzi do tego prostacko, inni wyzwanie podejmują bardziej niekonwencjonalnie. Niektórzy wyszukują inspirujących scenerii, tworzą krótkie scenariusze czy wystąpienia, w których wygłaszają krótką, czasem zabawną mowę, kończąc ją wypiciem piwa. Zdecydowana większość tych polskich filmów nagrywana jest w domach. Być może Polakom brakuje kreatywności, czasu i zapału. Zagraniczni koledzy mają dużo bardziej interesujące filmiki, w których samo wypicie napoju jest wisienką na torcie, dodatkiem. 

Jaka z tego frajda?

   Fakt, że znajomi powiedzą, że "dałam radę", czy że "wykonałam to zadanie"? To nadchodząca fala alkoholizmu, którą już widać po niektórych jednostkach w filmikach. Niektórzy dla urozmaicenia piją nie pół litra piwa, a dwa litry albo popijają wódką czy whisky. Każdy robi to sam, przed kamerą. To trochę jak do lustra. 


   Nie czerpię przyjemności z wypicia piwa w kilka sekund „duszkiem”. Wolę wypić je w towarzystwie znajomych, nie ścigając się na czas.
Zresztą cokolwiek, ktokolwiek by mówił, ostatnią rzeczą byłoby spożycie piwa przed kamerą. Nie widzę takiej potrzeby. Wolę zrobić to w kameralnym gronie, wśród znajomych. Nie dokumentować tego.



   Wiele osób pomyśli teraz, że nie mam dystansu do siebie i będzie tłumaczyć, że to tylko zabawa. Wszystko rozumiem, tylko z jedną rzeczą mam problem. Po co te wszystkie rzeczy wrzucane są do sieci. Po co mają to widzieć wszyscy znajomi. Uświadomcie sobie, że mając 500-600 znajomych, widzi to pewnie spora część, z racji na zainteresowanie tym tematem. Niejednokrotnie są to osoby, które bardzo rzadko widujecie, czasem dalsza rodzina czy pracodawca. Równie dobrze moglibyście opublikować mnóstwo innych zajęć z życia codziennego, jednak patrząc na zdjęcia jakie ludzie publikują i filmiki jakie udostępniają, myślę ze nie mają najmniejszego problemu z wstawianiem filmiku o piciu piwa.


   Czy wszystko to wina Facebooka? Pyta nas co chwilę o więcej i więcej. Niedługo będzie chciał znać rozmiar miseczki stanika u kobiet i rozmiar (czegoś innego?) u mężczyzn. Wydaje się to niemożliwe, jednak gdyby spojrzeć w profil osoby, która sumiennie i regularnie udostępnia wszystkie informacje o sobie, to nie znając jej, możemy bardzo dużo się o niej dowiedzieć. Dowiemy się co lubi jeść, co ogląda, co robi w wolnej chwili, czy ma rodzeństwo. Najczęściej jednak widujemy nowe nabytki typu motor, auto, a także wczasy (najczęściej w Egipcie, przy piramidzie).
   Sama śledzę portale społecznościowe, rozwój social media w Internecie i jestem bacznym obserwatorem tego zjawiska. Obejrzałam wiele prowokacji, mini produkcji na temat social media i wiem jedno. Ludzie nie zdają sobie sprawy ile sami publikują i ile udostępniają. W przyszłości może się to obrócić przeciwko nim samym. 

Chcesz wiedzieć ile o Tobie wie Facebook i obcy ludzie? Zobacz ten filmik. 
  
   Facebook jest naszą nieformalną wizytówką, naszym nieoficjalnym CV. Wyobraźcie sobie, że poznajecie waszego przyszłego partnera. Kiedy poznaje się dziewczyna z chłopakiem, najprawdopodobniej planują znaleźć się po imprezie, czy pierwszym spotkaniu na Facebooku, by tam, dalej móc utrzymywać kontakt, czy umówić się na kolejne spotkanie. Wyobrażcie sobie, że wchodzi ta dziewczyna na profil chłopaka, który jej się spodobał i zaimponował jej swoją osobowością, a na jego "wallu" widnieją „lajki” typu „dzisiaj rucham Ciebie”, „pierdole nie robie”, czy „dziwki, koks i tajski boks”. Jest tego mnóstwo. Oprócz tego w zdjęciach dziewczyna zauważa fotki, jak chłopak leży napity do nieprzytomności w ramionach jakieś obcej dziewczyny, na stole jest mnóstwo alkoholu (i nie tylko), a wszystkie jego poprzednie związki, są zapisane w osi czasu. Jakieś kłótnie na tablicy, udostępnienia itp.

   Jest jeszcze gorsza opcja, kiedy na taką tablicę wejdzie Twój szef. A nieoszukujmy się, każda szanująca się firma sprawdza teraz swoich pracowników przez Facebooka, bo jest to znakomite źródło informacji. Dowiemy się tam najwięcej ciekawych rzeczy, nie będzie interesowała nas data urodzenia, chociaż taka też pokaże się na Facebooku. Nie znając naszego pracownika, będziemy mogli bez najmniejszego problemu sprawdzić jakim jest człowiekiem. Jeżeli nie ma „lajków” książek, ambitnego kina, tylko samych imprez, klubów i wiecznego melanżowania, imprezowania i „szlachta nie pracuje”, wówczas będzie mógł wyrobić sobie opinię o danej osobie.


   
   Wyobraźcie sobie, że startujecie na wysokie stanowisko kierownicze. Wiele osób pracuje w mediach, w polityce. Są to sfery w których nagrywanie filmików z "wyzwania piwnego" jest co najmniej niestosowne i może to być katalizator do procesu wypowiedzenia dla danego pracownika. Kiedy byłabym szefem szanującej się firmy, której pracownicy są wizytówkami, zarabiającymi na moim biznecie, również nie zgodziłabym się na to, by udostępniali podobne filmiki tak szerokiej widowni.
   Nikt nie broni takiej zabawy, każdy z nas jest inny i potrzebuje odstresować się w jakiś sposób po pracy, jednak cały czas nie rozumiem faktu, że dane filmiki są wrzucane bez kompletnych filtrów i zobaczyć je może każdy. Nie chciałabym, żeby oglądał mnie ktoś obcy, jak piję piwo sama, przed kamerką w domu. Kiedy wychodzę do pabu czy do klubu na piwo ze znajomymi, wtedy godzę się i zdaję sobie sprawę, że może mnie ktoś zobaczyć. Jednak, gdyby ktoś nawet przypadkowo zrobił mi zdjęcie podczas picia piwa w pabie i opublikował je bez mojej zgody, bez wyblurowania mojej twarzy, wówczas mam prawo, by iść z tym do sądu i bronić swojego wizerunku.

   O ile dobrze kojarzę to w programie Ewy Drzyzgi "Rozmowy w toku" był problem facebookowy, gdzie dziewczyna pojchała z swoim chłopakiem nad morze, na wakacje. Wstawiła zdjęcie na plaży, gdzie oznaczyła siebie i chłopaka. Niestety mężczyzna miał spore problemy w pracy z tego powodu. Swojemu pracodawcy powiedział, że choruje i dzięki temu był na L4. Być może w dawnych czasach ludzie też kombinowali i wymyślali różne rzeczy, jednak nie musieli się martwić, że ktoś opublikuje ich zdjęcie, czy zaznaczy na swojje tablicy.

   Wstawiając do sieci filmik godzicie się na to, by wykorzystywano wasz wizerunek publiczny.  Kiedy ktoś zrobi o tym materiał lub dokument, nie zdziwcie się jeżeli będziecie jednymi z występujących.
   Wcześniej opisywałam Warsaw Shore, gdzie każdy z Nas teoretycznie dostaje napadu pustego śmiechu i ma negatywną opinię na temat uczestników, jednak poruszyłam tam ważną kwestię. Jeżeli przychodzi co do czego, sami podobnie się zachowujemy i mamy problem, czyli Warsaw shore nie odbiega od normy tylko pokazuje problem współczesnego pokolenia, młodzieży która wychodzi ze znajomymi na browara.Nie po to żeby z nimi porozmawiać, spotkać się, tylko by zabić swój głód alkoholowy i wybawić się, odstresować pracę i problemy życiowe. Żenada…Tylko czego się spodziewać po pokoleniu, których autorytetem jest Śmietana, Eliza, czy Trybson z Warsaw Shore...




   Na koniec dodam, że do całego zjawiska "wyzwania piwnego" mam spory dystans, jednak przeraża mnie fakt jakie mogą być kolejne wyzwania i konsekwencje. Co będzie kiedyś w Internecie? Wszystkich moich znajomych, którzy nagrail już wyzwanie tak samo lubię i szanuję, a obejrzenie ich przed kamerką z piwkiem w ręku, było zabawne...

Jeśli jednak chcielibyście napić się ze mną piwa, to spotkajmy się w realnym świecie, a nie przed kamerą ;-) 




4 komentarze:

  1. Jo, to jest nic. W moim mieście liceum ogólnokształcące szczyciło się konkursem pt. "Puchar Zgona". Brali w niej udział wszyscy, a szczególnie rocznik '93. Każdy kto najmocniej się upił, zrobił jakieś szkody dostawał na tydzień puchar i był wyróżniony, tylko co to za wyróżnienie. Długo szkoła nie reagowała. Nawet jeden z nauczycieli dawał wygranemu przy cotygodniowej ceremonii ów puchar. Dopiero gdy syn wicedyrektora został nominowany i wygrał szkoła podjęła jakieś kroki. Uczniowie mieli być wyrzuceni ze szkoły, ale skończyło się na naganie. Teraz "puchar zgonu" to legenda. Szkoda, że nowoczesną wartością jest picie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że znam już wszystkie granice ludzkiej głupoty, jednak uświadomiłaś mi, że tak nie jest. Każdego dnia dowiadujemy się o jeszcze większych głupstwach...Nasi pradziadkowie przewracają się w grobach widząc co dzieje się z polską młodzieżą...

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Oczywiście sama śmieję się do monitora, gdy oglądam filmy znajomych podejmujących się tego wyzwania, ale tak jak piszesz prawda jest taka, że nie wiadomo jakie mogą być tego konsekwencje... Młodzi ludzie nie wiedzą jaka przyszłość ich czeka, na jakie stanowisko będą aspirować, a za 'x' lat mogą nie pamiętać jakie rzeczy wrzucali do sieci. Pech będzie chciał, że nagle kompromitujący film zostanie odkopany, a to negatywnie odbije się na ich życiu...
    Pisz Asiu częściej, dobrze się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie do tych samych wniosków doszedłem oglądając jak moi znajomi baranieją przed monitorami, z resztą, też nie omieszkałem podzielić się nimi na blogu. Cóż, selekcja naturalna ;)

    OdpowiedzUsuń