środa, 5 lutego 2014

"Bill Clinton ma busz i doła!", czyli o sztuce szybkiego zapamiętywania...



   

   Nie wiem jak Wy, ale ja mam słabą pamięć do nazwisk.  Nawet imion nie potrafię zapamiętać. Zawsze, kiedy poznaję nowych ludzi,  szybko zapominam kiedy się przedstawiali i zwracam się do nich bezosobowo, udając że robię to bez powodu. Czasami jednak poddaję się i przyznaję do mojej słabości ponownie pytając: „to jak masz na imię?". Wstyd mi, ale za to znakomicie zapamiętuję twarze. 
   Sesja to zmora niejednego studenta, który potrafi nie przespać kilku nocy w trosce o nadchodzące egzaminy. W dużej mierze przez to, że zostawił wszystko na ostatnią chwilę, ale nie poddając się walczy do końca. Studenci to rasa, która zawsze sobie poradzi. Nawet jak nie umie, pójdzie sobie obejrzeć "teścik", żeby wiedzieć co go czeka na poprawce. Student zbyt godny jest, by dać walkowera. Wszsytko w swoim czasie. Ma zaplanowany każdy ruch. Natomiast „zacznę od jutra” to zdanie, które z pewnością w okresie zaliczeń, padało (i będzie padać) w rekordowych ilościach. Ale nie o tym mowa…




   Chciałabym przedstawić Wam mój sposób na szybką i kreatywną naukę. Dzięki tej metodzie niejednokrotnie udaje mi się nauczyć się czegoś, co wydawało się nieosiągalne. Jako osoba z rozwiniętą prawą półkulą mózgu potrzebuję wrażeń, ruchu, kreatywności. Nie potrafię uczyć się suchych, nic nie znaczących definicji,  siedząc bezczynnie przy biurku nad notatkami. Od pewnego czasu praktykuję naukę połączoną z aktywnością ruchową, oprócz tego z innymi bodźcami, dzięki którym szybciej zapamiętuję materiał.
    Jednym z ostatnich przedmiotów z jakim było mi się zmierzyć był „marketing polityczny”. Długo obawiałam się tego, jak będzie wyglądał egzamin z tego przedmiotu. Po zapoznaniu się z materiałem i wstępnej nauce, nie wierzyłam w pozytywny wynik. Ilość dat i nazwisk mnie przeraziła. Jak wspominałam na początku, mam wyjątkowy brak pamięci do tych rzeczy. Nie potrafię zapamiętać imion nowopoznanych ludzi, a co dopiero zapamiętać wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych od 1952 roku. A to było tylko jedno z wielu zadań. Strach miał wielkie oczy, jednak stwierdziłam, że byłoby miło mieć choć trochę wolnego. Wzięłam się w garść i przypomniałam sobie o szybkich metodach nauki, które kiedyś już przerabiałam.
    Jedną z moich ulubionych technik jest lokowanie danej wiedzy we własnym mieszkaniu. Jest to dobra metoda dla wzrokowców, dla osób z bujną wyobraźnią. Przykładem może być teoria chociażby z marketingu politycznego. PRZYKŁAD: Wyróżniamy trzy rodzaje reklam, ze względu na ich emisję: wizualne, audiowizualne i audytywne. Każda z nich składa się z kilku charakterystycznych elementów. By dobrze zapamiętać każdy z nich, przeniosłam się do mojej wyobraźni. Podzieliłam te trzy rodzaje na każdy z pokojów w mieszkaniu.  Moja sypialnia była tą „wizualną” częścią. Wchodząc do pokoju wyobrażałam sobie mnóstwo porozrzucanych ulotek. Były wszędzie. Na podłodze, biurku i łóżku. Oprócz tego, wszystkie ściany były oklejone plakatami, a nad łóżkiem wisiał billboard ze sloganem. Przy drzwiach leżały różne gazety, tygodniki, a także wisiała flaga itp. W ten sposób, dzięki tej krótkiej wizualizacji wymieniłam wszystkie elementy WIZUALNEJ części, czyli ulotki, plakaty, billboard, slogan, flagi, gazety itp. Następnie przeniosłam się do kolejnego pokoju, w którym według mojej wyobraźni miało być ciemno, bo był to pokój audytywny. Zapamiętałam, że wszystko opierało się na słuchu, bez obrazu. Wyobrażałam sobie, że słyszę radio. I tak drogą dedukcji, w każdym z pokojów miałam pełną wizualizacje tego, co znajdowało się w notatkach. Dzięki temu bez problemu, praktycznie bez powtarzania wizualizacji, zapamiętałam wszystko, co wyobraziłam sobie za pierwszym razem.

    Tak mogłam zapamiętać teorię, jednak nadal miałam problem z nazwiskami i datami. Niestety spędziłam trochę czasu z notatkami, jednak pomagałam sobie rysując oś czasu, zaznaczałam po kolei daty panowania każdego z prezydentów. Oprócz tego bardzo pomagały mi najbardziej abstrakcyjne, wręcz niemożliwe i głupie teksty, które najłatwiej zapamiętać. Im bardziej niemożliwe, tym lepiej to zapamiętasz! Miałam problem z zapamiętaniem kontrkandydatów prezydenta Bila Clintona w 1992 roku i 1996. Postanowiłam, że wyobrażę sobie jakiś nierealny obraz i dzięki temu wszsytko utkwi w mej pamięci, chociażby do egzaminu.  I tak wyobraziłam sobie, że kiedy Bill Clinton się urodził (mój rok urodzenia, a także pierwsze wygrane wybory Clintona-1992 r.) miał na głowie wielki busz. Kiedy dorastał, jako dziecko (1996-rok urodzenia mojej siostry, a także kolejne wybory prezydenckie w USA) zobaczył swoją fryzurę i miał doła. W ten sposób kontrkandydaci Clintona,  George Senior Bush i Bob Dole, zostali w mojej pamięci do dzisiaj. Jest to dla mnie tak zabawne i przyjemne, że postanowiłam podzielić się jedną z  moich technik. Być może pomoże komuś z Was. Niestety metoda ta, nie pasuje do wszystkich przedmiotów. Nie jest praktyczna w zapamiętywaniu nazw różnych związków chemicznych, czy krain geograficznych, ale z pewnością jest jedną z tych metod, które ułatwiają naukę i życie wszystkim uczniom i studentom. 



Jeżeli Wy macie jakies praktyczne metody, zachęcam do publikowania ich w komentarzach ;-) 

1 komentarz:

  1. Ja zwykle chodzę po domu i głośno powtarzam. Wszystko mam w kolorach. Pamiętam, gdzie co mam w notatkach i jestem to sobie w stanie odtworzyć. W czasie nauki robię 15 min przerwy na wyjście na świeże powietrze lub przewietrzenie pokoju. No chyba że byłam na wszystkich wykładach i wystarczy mi spojrzeć na kartki ;)) Metodę z pokojami proponował nam prof. Kaźmierczak ;)

    OdpowiedzUsuń