niedziela, 24 listopada 2013

Koncerty, czyli katalizatory emocji

  Wszyscy mamy ulubione utwory, które nucimy pod nosem mimowolnie. Najczęściej pod prysznicem, gotując, sprzątając, czy jadąc samochodem. (Gdzieś jeszcze?)
   W moim przypadku jest tak, że nie dzielę muzyki na gatunki, lecz na emocje, które we mnie wyzwala. Uwielbiam wprawić się w dobry nastrój, słuchając utworów, które sprawiają, że nie potrafię być dla nich obojętna. Kiedy muszę przemyśleć kilka ważnych spraw, lubię muzykę, która nakłania mnie do kilku cennych refleksji. Ubóstwiam taką, która budzi najbardziej skrajne emocje. (nawet płacza!)
  Chyba każdy z nas, miał w życiu taką sytuację, że dzięki wyjątkowym i niepowtarzalnym dźwiękom, wzruszył się i uronił choć jedną łzę. Może być to muzyka filmowa, która w połączeniu z obrazem, niejednokrotnie wzrusza największych twardzieli, którzy nigdy się nie przyznają. Odbiór muzyki jest bardzo subiektywny, gdyż dla każdego z osobna, jeden utwór może mieć inne znaczenie. Wiele zakochanych par ma swoją playlistę, która jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Przypomina im o najpiekniejszych momentach w ich życiu, w historii ich miłości. Jednak najlepszym miejscem na wczuwanie się w muzykę są występy na żywo...
  Osobiście, byłam już na różnych koncertach. Najlepiej wspominam Michaela Buble w Ergo Arenie, debiutancki występ The Dumplings podczas Warsaw Fashion Weekendu  oraz koncert Palucha w Eskulapie, w Poznaniu. 



Prezent urodzinowy. 

   Wszystkie te koncerty to zupełnie inne światy, wydawałoby się, że obce. Z pewnością niewielu słuchaczy jednego wykonawcy, jest zwolennikami drugiego. Ja mimo wszystko nie szufladkuję muzyki, lubię w związku z nią doznawać wszystkich emocji, jakie są tylko możliwe. Wszystkie koncerty były wspaniałym przeżyciem i będę o nich pamiętać do końca życia. Każdy z nich zapisał się w mojej pamięci zupełnie inaczej, jednak na tyle wyjątkowo, by móc do tego wracać z ogromną przyjemnością. 



   Do dnia dzisiejszego uśmiecham się, gdy wspominam koncert Michaela Buble. Znalazłam się na nim zupełnie przypadkowo, otrzymując od kuzynki i chrzestnej bilet z okazji urodzin. Był to wyjątkowy prezent, jeden z najlepszych, jakie otrzymałam w życiu. Nie ukrywam, że wcześniej nie interesowałam się jego twórczością, jednak po koncercie wszystko się zmieniło.
   Podczas występu, kiedy Michael zmieniał swoje położenie na drugą, ukrytą scenę, okazało się, że dzielą mnie od niego zaledwie dwa metry(co widać na zdjęciu ;-)). Mimo, że dookoła mnie znajdowali się zupełnie obcy ludzie, wszyscy świetnie się bawiliśmy, a kontakt z nimi pozostał do dziś. 








   Na koncercie Palucha zjawiłam się za sprawą mojego chłopaka, który słucha jego twórczości od dawna. To wspomnienie również jest wyjątkowe. Widzieć tylu ludzi, zupełnie innych od siebie, zjednoczonych pod jedną sceną, jak razem wykrzykują teksty utworów, jest wyjątkowym doznaniem. To dla mnie niepojęte i niesamowite, jak muzyka jednoczy ludzi. 
 Koncert Pierożków (The Dumplings) jest najświeższym doznaniem, gdyż byłam na nim niespełna dwa miesiące temu. Mimo, że był to debiut Kuby i Justyny, zachowali pełen profesjonalizm i dali "czadu". Towarzyszący pokaz mody, dodawał uroku całemu wydarzeniu. Byłam w szoku, że moje marzenie się spełniło, przez co miałam wrażenie, że wszystko trwało  przysłowiowe "pięć minut". Znalazłam się tam za sprawą Łukasza Jakóbiaka, za co będę mu wdzięczna do końca życia ;-)
  Mam jeszcze jeden ulubiony koncert w moim sercu, jednak nie byłam na nim fizycznie (buu), nad czym bardzo ubolewam. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zrealizuję to marzenie.
 Otóż od pewnego czasu (praktycznie codziennie) oglądam i słucham koncert "Beyonce - I am...World Tour." 


Okładka płyty koncertowej "I am world tour"

   Na You Tube jest doskonała jakość HD, gdzie można obejrzeć całość. Ilość stylizacji, kreacji, różnorodności wystąpień przy każdym kolejnym utworze mnie onieśmiela, kładzie na łopatki i wzrusza. Wydaje się, że to już koniec niespodzianek, a tu - BUM! - kolejna. Już na samym początku, w pierwszych pięciu minutach widzimy wokalistkę z jej życiowym partnerem, a gościem na scenie - Jay-Z. Może jestem dziwna, ale to wzruszające. Dwójka zakochanych osób, która może zarabiać na życie swoją pasją, talentem, występując wspólnie, na jednej scenie - pozazdrościć. 

   Zawsze przerastało mnie wyobrażenie, jak musi czuć się gwiazda, gdy setki, czy tysiące fanów śpiewają teksty jej utworów. Wpadają w trans, płaczą, krzyczą, są niczym zahipnotyzowani swoim idolem. To musi być niesamowite. 



   Wracając do koncertu Beyonce, jeżeli wideo tak mnie uskrzydla, boję się pomyśleć, jak czułabym się na żywo. Każdy utwór jest dokładnie zaaranżowany, opracowany. Na scenie gra zespół na żywo, co dodaje autentyczności i wyjątkowości dźwięków, które zawsze będą brzmieć lepiej, niż gotowy playback zmontowany w studio. Saksofony, trąbki, gitary, perkusja - te wszystkie instrumenty tworzą niesamowitą całość. Przejścia z różnych stylów muzycznych są dla mnie wisienką na torcie. Jako osoba gustująca w każdym stylu, znakomicie się w tym odnajduję. Począwszy od funk'u, przez pop, akustyczny rock, a także reggae. Beyonce udowadnia kolejny raz, że jest niesłychanie uzdolniona. Niektórzy z nas rodzą się na Świecie z talentem, którego niewykorzystanie jest grzechem. Bez wątpienia pani Knowles jest jedną z tych, którzy urodzili się, by śpiewać, tańczyć, występować przed szeroką publiką, a do tego jest piękną i naturalną kobietą. Wystarczy spojrzeć na twarze fanów zebranych pod sceną, jak znakomicie się bawią. 






   Według informacji w Internecie, dowiedziałam się, że Beyonce jest reżyserką i producentką tego materiału. Kamera towarzyszyła jej podczas 116 koncertów, które odbyły się w 78 miastach, 32 państwach i na 6 kontynentach w obecności ponad miliona fanów. 

  Zachęcam wszystkich, którzy wpadli (nawet przypadkowo) na moją stronę, by obejrzeli to niepowtarzalne i wyjątkowe widowisko. 

Życzę udanego seansu ;-) 

Joanna






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz